Koniec kruzów?

Nie wygląda na to, by koronawirus się odczepił. Co więcej, odpukać, stale nas powiadamiają, że przyroda będzie nas pacyfikować kolejnymi nowościami. Jest w tych wydarzeniach nieco nastroju biblijnego potopu, który przecież został zesłany za rozpasanie. Bo przecież olbrzymia produkcja wszystkiego i nadmierne zużywanie energii wszelakiej jest niebywałe. Jest pewnym rozpasaniem bogatej części ludności naszej planety.
Koronawirus zarządził wstrzymanie lub utrudnienie wielu działalności. I nie wiadomo kiedy się to skończy. Zostaje nam tylko wspominać to, co było kiedyś przyjemne, a dziś stało się zupełnie niemożliwe, albo karane – czyli swobodne przebywanie ludzi w dużych skupiskach i blisko siebie. Na przykład jak ostatnio, na zakopiańskich Walentynkach 2021.
Ale w skali świata wydarzenie w Zakopanem to niewielkie. Nieco większym, światowym wydarzeniem było całkowite wstrzymanie żywiołowo rozwijającego się od początku XXI wieku luksusowego pływania wycieczkowego po morzach i oceanach naszego globu.
Najpierw była to przyjemność droga. Ale już po dziesięciu latach nabudowano mnóstwo wysokiej klasy statków pasażerskich do wożenia ludzi w kółko po morzach i oceanach, z polska nazywanych kruzami (od ang. cruiser). Zabierały one na pokład jednocześnie tysiące pasażerów. Drogie stało się najpierw niedrogie, a później tanie. Nie była to usługa transportowa, ale wczasowa. Tłumna, gigantyczna, tania i luksusowa wersja wczasów na wodzie znanych choćby z kultowego filmie Marka Piwowskiego Rejs.

Poklad
Rufowy fragment pokładu słonecznego dużego wycieczkowca. Pod nim 10 pieter kabin i 2 poziomy restauracji, barów kasyn i galerii handlowych

Główną nowością był gigantyzm i nowe technologie budowy statków. Ale też i to, że statek płynął jedynie w nocy, gdy wszyscy spali w luksusowych kabinach hotelowych. Już rano po śniadaniu można było zwiedzać na przykład Nowy Jork, środek Amazonii, Dubaj czy Szanghaj. Nie chodziło o to by skądś dokądś pasażerów przetransportować, ale o to, by ludzi powozić tu i tam po atrakcyjnych akwenach i w atrakcyjnym luksusie. i by mogli oni w dzień zwiedzać dalekie kraje, a wieczorem się rozrywać – na disco, spektaklach lub w kasynie. A w nocy spać.
Dlaczego mimo luksusu mogło to być tanie? Bo było masowe i przy minimalnych kosztach. Statki były wielkie. Zabierały na pokład nawet do dziesięciu tysięcy pasażerów i załogi, a wszyscy oni jedli, pili, bawili się i spali. Statki te tankowały jedynie mazut (to najtańsza i najcięższa frakcja ropy naftowej) i to raz w roku, w wielkich rafineriach. Również tanio kupowano żywność i chemię gospodarczą u masowych dostawców hurtowych. Kryształowo czystą wodę użytkową natomiast wytwarzały sobie same, destylując morską w pokładowych stacjach odwróconej osmozy, wzbogacając ją przy tym w sole mineralne typowe dla wód źródlanych. Woda ta była po prostu kranówą na statku, do picia, mycia, prania i gotowania. Gotowymi można było bez trudu zwiedzać cały świat, tanio i na bogato. Wszystkie kontynenty!
W samym 2019 roku zaokrętowano na statkach wycieczkowych prawie 30 milionów pasażerów na średnio tygodniowych rejsach. To już była gałąź przemysłu turystycznego. Na pochylniach stoczni budowano kilkaset kolejnych luksusowych wycieczkowców.
I nagle sprawa się rypła. Koronawirus. Nikt nie pływa, a przy tym nikt nie robi rabanu, bo są większe problemy. Choćby z komunikacją lotniczą, czyli niezbędnym obecnie powszechnym transportem, a nie wczasami na morzu.
W latach 2008-2018, taniej niż w zakopiańskim pensjonacie miałem okazję zwiedzić z żoną cały prawie świat na przeciętnie dwutygodniowych rejsach kruzów. Ale nie ograniczaliśmy się się do tylko do rejsów. Robiliśmy większe podróże traktując rejs kruzem jako wypoczynkowy element dłuższej trasy. Zapewniający możliwość dotarcia i krótkiego choćby pobytu w miejscach, w których nigdy by się nie było. Choćby ze względu osobiste trudy i bezpieczeństwo. Niełatwo „zrobić” prawie całe USA ze skrawkiem Kanady, Meksyk, Gwatemalę, Kostarykę i Kolumbię w pięcio-tygodniowej podróży z Warszawy do Warszawy. Kliknijcie w mapkę, a poczytacie o takiej podróży.

APS

Dziś prawdziwych kruzów już nie ma… Stoją na kotwicowiskach lub w zakamarkach portów, czekając na koniec epidemii. Ale ich powrót jest wątpliwy, albo niemożliwy. Te statki nie mogą bowiem stać nieużywane, bo starzeją się i tak.

Wojciech Nowakowski Wikipedia
refleksyczasu@aol.com
Tel. +48 690657821/