On i One

To nie o seksie, ani przyjaźni, ale o synergii. Synergia to efekt współdziałania, które przynosi większą wartość niż prosta suma. Jeden mężczyzna i dwie kobiety. Jedna z kobiet i mężczyzna żyli we wcześniejszych wiekach. A „ta trzecia” żyje teraz, jest z nami. Można nawet osobiście ją zobaczyć i usłyszeć (ale dopiero po odwołaniu koronawirusa). Te trzy osoby połączyłem tu w jedną bajkę. Mogłoby być w tej bajce jeszcze dwóch mężczyzn, ale jeden z nich jest dla mnie mało interesujący, choć cenię go jako osobowość hetmana i króla, a drugi zbyt świeży.

Marysienka
Maria Kazimiera i herb Sobieskich. Malarz nieznany, ok. 1658 r. W zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. (Fot. Wikimedia Commons)

Najważniejsza, to ta najstarsza. Marysieńka. Znana jest mniej lub bardziej, ale chyba każdemu Polakowi. Przyjechała do Polski mając zaledwie cztery lata ze swą matką chrzestną Ludwiką Marią Gonzaga de Nevers na jej ślub z królem Władysławem IV Wazą. Narzeczona przywiozła ze sobą liczne grono fanatycznie oddanych jej młodziutkich pięknych Francuzek. Zadaniem każdej z nich było rozkochać w sobie z czasem jak najświetniejszego magnata, wyjść za niego za mąż i zrobić go wiernym stronnikiem Francji. Spośród pięknej armii królowej najwyżej zaszła w końcu jej i nasza ulubienica, panna d’Arquien. Zanim jednak wyszła za mąż za późniejszego Jana III, musiało się jeszcze wiele zdarzyć.
Na dworze polskim bardzo szybko „ochrzczono” uroczą czteroletnią Francuzeczkę Marie Casimire swojskim pieszczotliwym imieniem Marysieńka. W nowej ojczyźnie łatwo nauczyła się ona polskiego, nie zapominając jednak ojczystej francuszczyzny.

Wazd
Po lewej: wjazd Ludwiki Marii do Gdańska. Gdzieś w kolumnie była czteroletnia dziewczynka, późniejsza królowa Polski Maria Kazimiera Sobieska. Malarz nieznany. Po prawej urokliwe uliczki Nevers. Fot. Aleksandra Zaprutko-Janicka, autorka pięknych esejów o Marysieńce

W czasie powstanie Chmielnickiego chrzestna wysłała ją do Francji. W ojczyźnie panna d’Arquien pobierała nauki pod okiem sióstr zakonnych w rodzinnym Nevers. Dokładnej daty wyjazdu Marysieńki nie znamy, wiadomo jednak, że w swojej edukacji uczyła się manier. Nastoletnia już panna d’Arquien powróciła do Polski w 1653 roku. Po powrocie znalazła się znowu w najbliższym otoczeniu królowej. Już wtedy dostrzegł ją młody Sobieski.

W kupę się zeszły w tym anielskim ciele, dowcip i rozum nie mniej pewnie święty… Tak pisał Jan Andrzej Morsztyn o późniejszej Marysieńce w Królowej Marysieńce autorstwa Onego z mojej tytułowej trójki, czyli Tadeusza trojga imion Boya Żeleńskiegoi herbu Ciołek (1874-1941). Był on pisarzem, poetą, krytykiem i znakomitym tłumaczem całego kanonu literatury francuskiej, miedzy innymi Moliera, Balzaka, Prousta, Stendhala. Ukończył medycynę na UJ i kilka lat praktykował, ale przede wszystkim propagował świadome macierzyństwo, antykoncepcję i edukację seksualną, przez co nie lubiono go w środowiskach konserwatywnych. I wtedy i dziś. Był członkiem międzywojennej krakowskiej bohemy. Jest autorem prawie trzydziestu książek i opracowań literackich. Pisał na przykład teksty do Zielonego Balonika, był też wziętym krytykiem teatralnym. W 1933 toku został członkiem Polskiej Akademii Literatury. Po wybuchu II wojny światowej wyjechał do Lwowa. W 1941 roku został zamordowany przez Niemców, razem z innymi profesorami lwowskich uczelni.

TadeuszBoyŻelenski3
Tadeusz Boy Żeleński. Na portrecie Leona Wyczółkowskiego (1907). W środku w księgarni. Po prawej w pracowni (1927). Fot. wikipedia oraz nac.gov.pl

Jednym z jego ostatnich dzieł była książka Marysieńka Sobieska (Lwów, 1937). Jest to jedyna historyczna praca autora, choć z elementami eseju. Obejmuje głównie okres poprzedzający panowanie Marii Kazimiery d’Arquien. Zawiera ciekawy i jednocześnie wierny wczesny portret Marysieńki Sobieskiej.
Tej właśnie książki można posłuchać, za darmo! Nie ma więc co o niej pisać. Nie mogę jednak odmówić sobie przyjemności zacytowania Boya:
Ona (tzn. panna d’Arquien) pisze po francusku, mieszając zabawnie polskie słowa, gdy chce być dosadniejsza; on (tzn. chorąży Jan Sobieski) pisze po polsku, z lekka barwiąc francuszczyzną, tak jak pisząc do innych, robił to łaciną. Cały długoletni romans utrwalony jest w tych listach. Najpierw flirt pana chorążego koronnego Sobieskiego z młodziutką wojewodziną Zamoyską; bo gdy on wojował, ją wydano tymczasem za tego magnata, jednego z najbogatszych ludzi w Polsce; potem zalotna ufność, z jaką młoda pani, zaniedbywana przez swego męża opoja, garnie się do tego świetnego rycerza i kawalera, jeszcze wówczas trochę latawca i bałamuta. Potem mieszają się w to sprawy polityczne, dworskie, wprowadzające do ich „konfitur” — tak nazywali listy — specjalny klucz mający zapewnić dyskrecję, w razie gdyby list dostał się w niepowołane ręce. Potem młoda pani wyjeżdża do Paryża, dokąd chce ściągnąć swego Celadona, jak Sobieski sam się nazywał… (to fragment przedmowy, czyli rozdziału pierwszego).
Ale jest jeszcze wisienka na tym torcie. To lektorka, która czyta. Słuchałem już wielu audiobooków. Na ogół lepsi są lektorzy niż aktorzy, którzy wkładają zwykle w czytanie tyle umiejętności i emfazy, że treść schodzi na drugi plan wobec ich popisu. Tym razem czytanie jest znakomite, bo choć czyta książkę aktorka, młoda i piękna zresztą, to robi to tak czysto i naturalnie, że wydaje się być Marysieńką! To Agnieszka Więdłocha, aktorka łódzkiego Teatru Polskiego, która wraz z mężem Antonim Pawlickim (inicjatorem akcji czytania audiobookow), korzystając zapewne z luźniejszego, koronawirusowego kalendarza artystycznego, zdecydowali się na dziecko i mają śliczną i zdrową córeczkę! Będzie kolejna Marysieńka? Bo czyż na poniższych zdjęciach nie widać bliskiego pokrewieństwa Agnieszki z Marysieńką?

AgnieszkaOkładka audiobooka, Agnieszka Więdłocha na Festiwalu Filmowym w Gdyni w 2016 roku (wikimedia) i… w sklepie (instagram/agnieszka.wiedlocha.official)

Wojciech Nowakowski Wikipedia
refleksyczasu@aol.com
Tel. +48 690657821/