Problem żydowski?

Ja go nie miałem. Aż do marca 1968 roku nie zdawałem sobie nawet sprawy, (naprawdę!), że są Polacy różnej narodowości, i że może to mieć jakiekolwiek znaczenie. Polacy żydowskiego pochodzenia byli w moim otoczeniu od zawsze. Na przykład w latach nastoletnich, dziesięcioleciu 1955-1965, gdy rodzice z trudem budowali swój segment jednorodzinny w Warszawie z bieżących zarobków i projektów budowlanych, często robionych przez ojca po nocach oraz oszczędności po sprzedanym domu w Podkowie Leśnej. Sąsiedni segment budowało wówczas starsze bezdzietne małżeństwo Hermansdorferów, repatriantów pochodzenia żydowskiego ze wschodniej, przedwojennej Polski. Byli to moi ulubieni sąsiedzi. Pani Alewtina, niezwykle miła i zawsze gotowa do wszelkiej pomocy, przede wszystkim nam, dzieciom sąsiadów, oraz jej gruby, sapiący mąż pan Maurycy, człowiek o gołębim sercu i wiecznie rozwiązanych butach, które trudno było mu zawiązać ze względu na wielki brzuch. Pamiętam, że pan Maurycy pracował w jakimś dużym warsztacie mechanicznym i tam, po godzinach, zawsze bezinteresownie, ostrzył w razie potrzeby moje szczękowe, prymitywne łyżwy. Pamiętam też mojego serdecznego kolegę z podstawówki, opisanego już wcześniej Piotrka. Również pamiętam i pozdrawiam mojego serdecznego towarzysza nauki, kolegę z czasu studiów na Politechnice – Zbyszka, który obecnie mieszka w Izraelu.
W 1968 roku I Sekretarz PZPR Władysław Gomułka oraz Mieczysław Moczar, słynny minister od ścigania wszystkiego ogłosili, że obywatele pochodzenia żydowskiego, nazwani syjonistami, szkodzą Polsce i powinni opuścić nasz kraj z biletem w jedną stronę. Gomułka zarzucił im w swojej typowej retoryce, że są oni, cytuję, ni pies ni wydra, coś na kształt świdra. Nie było przymusu wyjazdu. Były natomiast pogróżki, zwalnianie z pracy, naciski i straszenie przyszłością, a także propaganda, że gdyby nie oni, Polakom żyłoby się lepiej.
Wielu tej nagonki nie wytrzymało i wyjechali w nieznane, z biletem w jedną stronę, doz punktu zbiorczego w Wiedniu. Na przykład wspomniany wyżej mój kolega Zbyszek znikł z mojego pola widzenia nagle, a spotkaliśmy się dopiero po prawie 50 latach na uroczystości Złotego Dyplomu absolwentów Wydziału Elektroniki PW. Wielu też zostało i mierzyło się codziennie się z losem naznaczonego, tak jak mój profesor Wiktor Golde. Jeszcze inni ulokowali się w systemie władzy dowodząc, deklaracją lub pracą, że choć mają pochodzenie żydowskie, nie są syjonistami, ale rzetelnymi obywatelami naszego państwa. Byli wśród nich także wybitni artyści i twórcy, że wymienię tylko najbardziej przeze mnie cenionego prozaika Mariana Brandysa. Jego teksty są dla mnie po dziś dzień wzorcem pięknego języka polskiego. Było również wielu podobnych do moich sąsiadów, państwa Hermansdorferów, którzy siedzieli jak mysz pod miotłą i postawili na przetrzymanie, odchodząc na margines życia.
Ja wtedy niewiele wiedziałem o życiu, narodach i ich historii. Wydarzenia marcowe, a zwłaszcza szturm Politechniki obserwowałem ze stojącego vis-a-vis gmachu Elektroniki jako super ciekawą zadymę, przegraną zresztą przez milicję. Widziałem też z okien stołówki domu akademickiego Riwiera szarżę oddziałów tej milicji, pałujących przypadkowy tłum.

******

W Polsce mamy kilkadziesiąt (około 40) mniejszości narodowych i etnicznych. Żyją u nas potomkowie na przykład Łemków, Ormian, Tatarów (u tych ostatnich, prowadzących restaurację w Supraślu jadłem nawet niedawno obiad). Ale na przestrzeni wieków najliczniej na naszej ziemi, razem z Polakami żyli wschodni współplemieńcy (czyli Białorusini, Ukraińcy i Rosjanie) oraz Żydzi i Niemcy. Wszyscy oni tworzyli konglomerat narodów, który istniał przez ponad dziesięć wieków! Żydzi osiedlali się w Polsce jeszcze w czasie krucjat krzyżowców do Ziemi Świętej w XII i XIII wieku. Krzyżowcy bowiem po drodze do Palestyny tępili najpierw gminy żydowskie w Europie.
Pierwszy przywilej osadniczy nadał polskim Żydom książę Bolesław Pobożny w 1264 r. Masowy napływ tego narodu na nasze ziemie nastąpił dopiero w XIV wieku, po fali prześladowań na zachodzie Europy spowodowanej oskarżeniami o wywołanie przez Żydów epidemii dżumy. Książęta i królowie polscy przyjmowali ich chętnie, otaczali opieką i obdarzali przywilejami licząc na to, że przyśpieszą oni rozwój gospodarczy kraju. Kazimierz Wielki (1310-1370) darzył nawet wielkim uczuciem piękną Żydówkę, Esterkę.

Problem
Fragment obrazu „Kazimierz Wielki u Esterki” Władysława Łukaszewicza.
Licencja publiczna Wikipedia

Z gminami żydowskimi podpisywano szczegółowe umowy, określające prawa i obowiązki obu stron. Podstawowym zajęciem ludności żydowskiej były handel i rzemiosło. W znacznym stopniu trudnili się oni również prymitywną bankowością, czyli pożyczaniem pieniędzy na procent. Żydzi osiedlali się głównie w dużych miastach, leżących na uczęszczanych szlakach handlowych, budowali też synagogi i swoje cmentarze.
W Polsce stosunki między Polakami i Żydami układały się przez wieki różnie, podobnie jak w innych krajach Europy. Od szacunku, do nienawiści. By wspomnieć tylko ostatnie stulecia – w Lalce Prusa przyjacielem Wokulskiego ze studiów jest doktor Szuman, o którym Rzecki mówi Żyd, bo Żyd, ma to wypisane od czuba do pięty, ale rzetelny przyjaciel i człowiek z poczuciem honoru. Tę ocenę autor przeniósł przecież z ówczesnej rzeczywistości. Niezwykle ceniony i dziś jest zasłużony dla Polski finansista Leopold Kronenberg, założyciel Banku Handlowego (działającego obecnie pod marką Citi Handlowy) pochodził z zamożnej rodziny rabinów żydowskich. W 34 roku przeszedł na luteranizm. Jakub Berman,jeden z wielu Żydów w polskim stalinowskim aparacie władzy, stracił dwoje rodzeństwo w Treblince. I wkrótce po wyzwoleniu sam tworzył aparat przemocy. Niedoścignionym dla niego wzorem był Ławrientij Pawłowicz Beria. Berman współkierował polskim aparatem bezpieczeństwa według zasad radzieckich, terrorem umacniając władzę komunistów w Polsce. Z historii najnowszej warto z kolei wspomnieć redaktora żydowskiego pochodzenia Adama Michnika, twórcę Gazety Wyborczej, dwukrotnie przez władze znienawidzonego – w PRL i obecnie, z przerwą na III RP, któremu nasza demokracja zawdzięcza wiele.
Przypomnieć należy także hrabiego Skarbka, jego żonę i córkę. Jerzy hrabia Skarbek (1873-1930) pochodził ze szlacheckiego rodu sięgającego korzeniami średniowiecza. Dobra Skarbków były na Kujawach i Mazowszu, posiadali między innymi Żelazową Wolę. Jerzy hrabia Skarbek był utracjuszem, cały majątek stracił grając przez lata w karty. Gdy nie miał już nic, ożenił się z posażną panną, Stefanią Goldfeder, neofitką, córką łódzkiego bogatego bankiera Adolfa Goldfedera. Hrabia grał więc w karty dalej, jak zwykle całymi nocami w warszawskim Bristolu. W 1908 roku Skarbkom urodziła się ukochana córka Krystyna Skarbek. Wyrosła przy karcianym stoliku ojca, w hotelu Bristol. Piękna i inteligentna, została najzdolniejszym polskim szpiegiem SOE. Podczas II Wojny Światowej Krystyna Skarbek uratowała życie wielu dziesiątkom Francuzów z Resistance i wielu alianckim pilotom oraz cichociemnym. Kilkakrotnie w czasie wojny przedostawała się do okupowanej Polski konspiracyjnym szlakiem przez Słowację jako kurierka tatrzańska. W czerwcu 1940 roku Krystynie udało się także odwiedzić w Warszawie matkę. Zaoferowała jej przerzucenie na Zachód. Pani Stefania zdecydowanie jednak odmówiła, twierdząc, że nic jej nie grozi. W styczniu 1942 roku hrabina Skarbek została aresztowana przez Gestapo i zamordowana na Pawiaku.
Rdzenni Polacy podczas hitlerowskiej okupacji byli jak zwykle podzieleni. Jedni, ryzykując życiem, ukrywali podczas wojny żydowskich uciekinierów. Wiele drzewek w Alei Sprawiedliwych Jad wa-Szem upamiętnia Polaków. Inni byli obojętni. Byli też tacy, którzy pomagali Niemcom w Holokauście donosząc Gestapo o ukrywających się Żydach i pomagali w pogromach. Pogromy żydowskie były zresztą w naszej historii liczne, zwłaszcza na kresach, gdzie osiedliło się aż 85% ówczesnej żydowskiej populacji.
Problemu żydowskiego nie można generalizować. Warto natomiast poczytać późne książki Jarosława Abramowa-Newerlego, syna Igora. Niegdyś tworzył STS, pisał teksty i muzykę. Na przykład do Okularników Agnieszki Osieckiej. Już w obecnym, XXI wieku napisał dwie książki: Nawiało nam burzę i Granica sokoła. To wzruszające opowieści o naszych Kresach. Przedwojennych i dotkniętych dwiema okupacjami. Opisał w nich nasz kresowy kulturowy tygiel, ale i nieznane prawie nikomu wieloletnie wspólne, zgodne życie Polaków, Ukraińców i Żydów.
Wszędzie na świecie różne narody walczyły ze sobą i wyniszczały się nawzajem. W wojnach tych zabijano na przykład Indian w trzech Amerykach i Aborygenów w Australii. Polacy nadal się dzielą, skaczą sobie do oczu i kochają się jednocześnie. Potrzeba czasu, by powstał monolit z konglomeratu, taki jaki na przykład powstaje w USA, gdzie o obywatelach przynajmniej kilkudziesięciu narodowości już często się mówi Amerykanie. Nawiasem mówiąc, to nadużycie – na przykład Kolumbijczyk to też Amerykanin, a nawet jeszcze bardziej, bo to tu właśnie poczęła się Ameryka dla obywateli Starego Świata.

******

By nie było wątpliwości: jestem katolikiem od urodzenia, może ostatnio wyciszonym, a nawet wątpiącym i niepraktykującym. Na moje ponowne zaangażowanie w wierze zawsze jednak liczy proboszcz mojej parafii, który odwiedzając nas po kolędzie pyta: panie Wojciechu, już?
W czasach podstawówki byłem ministrantem. Otrzymałem też wszystkie sakramenty święte: chrztu pierwszej komunii, bierzmowania, pokuty, namaszczenia chorych i małżeństwa. Co więcej, mój ojciec szukając dokumentów do eseju „O nazwisku Nowakowski” zgromadził wypisy świadectw chrztu z ksiąg parafialnych naszych przodków po mieczu z ostatnich 150 lat! Jestem więc prawdziwym polskim katolikiem… Ale tego nigdy nie można być pewnym, bo przecież Żydzi osiedlali się wśród Słowian ponad 1000, a nie 150 lat temu! Nie wiadomo więc co i z kim było, jak z Kazimierzem Wielkim i Esterką.
W każdym razie problemu żydowskiego nie mam. Tak jak arabskiego, niemieckiego, rosyjskiego i wszystkich innych. Może dlatego, że zwiedziłem prawie wszystkie kraje Ziemi, a ściślej jej północnej półkuli. I do wszystkich narodowości odnoszę się z szacunkiem.

13 maja 2020 roku

Wojciech Nowakowski Wikipedia
refleksyczasu@aol.com
Tel. +48 690657821