Satanowscy. Maestro

Znałem to nazwisko od lat. Byłem przecież nie raz w Teatrze Wielkim w Warszawie, również w latach w osiemdziesiątych ubiegłego wieku, które potem  nazwano Dekadą Gierka. Wtedy dyrektorował Robert Satanowski.
Był to człowiek o ciekawym życiu, obecnie nieznanym. My mamy bowiem taka cechę, by dzielić czasy na słuszne i niesłuszne. W dwudziestoleciu międzywojennym co kilka lat zmieniały się koterie spychając do niepamięci te poprzednie. W czasie II Wojny Światowej i po niej liczne organizacje patriotyczne konkurowały, a nawet walczyły ze sobą. Nawet teraz, po osiągnięciu trudnej niepodległości solidarnościowej znów mamy siły słuszne i niesłuszne.Znałem to nazwisko od lat. Bywałem przecież nie raz w Teatrze Wielkim, Operze w Warszawie, również w latach w osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy dyrektorował temu teatrowi Robert Satanowski.
Był to człowiek o ciekawym życiu, obecnie nieznany. My Polacy lubimy bowiem dzielić czasy na słuszne i niesłuszne. W dwudziestoleciu międzywojennym co kilka lat zmieniały się koterie spychając do niepamięci te poprzednie. W czasie II Wojny Światowej i po niej liczne organizacje patriotyczne konkurowały, a nawet walczyły ze sobą. Nawet teraz, dy osiągnęliśmy trudną niepodległość znów mamy siły słuszne i niesłuszne.
Robert Satanowski urodził się wraz z Rzeczpospolitą w 1918 roku, w zamożnej rodzinie kupieckiej w Łodzi, mieście czterech kultur, pamiętnym nam z Ziemi Obiecanej Władysława Reymonta i wajdowskiej ekranizacji tej powieści. Od dziecka pasjonowała go muzyka, wiec chodził do szkoły muzycznej, która ukończył jeszcze w latach trzydziestych. Rodzice postanowili jednak dać mu „poważniejsze”, inżynierskie wykształcenie i wysłali syna Politechnikę Warszawską. Przez trzy lata, do 1939 roku studiował mechanikę i zainteresował się polityką Tu uległ „czerwonej zarazie” i wstąpił do OMS „Życie”, socjalistyczno-komunistycznej akademickiej organizacji młodzieżowej. Po wejściu Niemców musiał więc uciekać. Jako jednemu z wielu pomogła mu wówczas i ukryła w swojej tajnej kwaterze polska nauczycielka i pisarka Zofia Drożdż, również uciekinierka, działaczka podziemia lewicowego, pochodząca z Kielecczyzny.

SatanowscyRiZ
Satanowscy w czasie wojny i w czasie pokoju. Źródła: Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej oraz Wojskowej Służby Polek http://www.zawacka.pl, Wikipedia, NAC3/40/0/8/12, teatrwielki.pl – fot. Z. Feliksiak

Ze względów konspiracyjnych wzięli oni formalny ślub, który jednak wypełnił się rzeczywistym uczuciem. Niezwykle energiczna młoda kobieta zapaliła więc młodego, żądnego działania do zorganizowania oporu przeciwko Niemcom. Wspólnie z innymi Polakami zorganizowali oni na Wołyniu ponad tysięczny oddział partyzancki pod zawołaniem Jeszcze Polska nie zginęła, który działał w porozumieniu i był zasilany bronią przez ZSRR. Oddział ten walczył z Niemcami skutecznie obok innych polskich organizacji podziemnych na tym terenie. Co więcej, Satanowski nigdy nie szukał zwady z innymi polskimi grupami bojowymi, w tym z oddziałami 27-mej Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, działającej obok. Po wyzwoleniu Satanowski służył w Ludowym Wojsku Polskim, odbył studia wojskowe w Akademii Frunzego w Moskwie i dowodził w polskiej armii. W 1949 roku był już komendantem Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Gdyni, w stopniu komandora. I wtedy właśnie złożył prośbę o zdemobilizowanie. Postanowił zacząć życie od nowa w świecie jeszcze przed wojną ukochanej muzyki. Najpierw w Polskim Radiu w Gdańsku, potem, po ukończeniu Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Łodzi (gdzie uczył go miedzy innymi Bohdan Wodiczko) i kierował wieloma orkiestrami, w Polsce i zagranicą.
Robert Satanowski zaczynał od posady kierownika muzycznego Polskiego Radia w Gdańsku. Od 1951 roku prowadził już Państwową Filharmonię w Lublinie, a następnie kierował wieloma orkiestrami, w Polsce i zagranicą. Był też stałym dyrygentem gościnnym Opery w Zurychu. W schyłkowym dziesięcioleciu socjalizmu kierował Teatrem Wielkim w Warszawie i jego orkiestrą. Pracę jego oceniono wysoko. Ruch Muzyczny pisał: Rozważając sprawiedliwie wszystkie za i przeciw, …myślę, że przyszło nam żegnać… najlepszego dyrektora, jakiego Opera Warszawska miała od czasu Wodiczki. Człowieka, który zdołał uczynić z Teatru Wielkiego scenę europejską… Dyrekcja Satanowskiego była nie tylko jedną z najdłuższych w dziejach Teatru Wielkiego, ale i jedną z najowocniejszych artystycznie. Zapewnił on temu zespołowi blisko dziesięć lat intensywnej i spokojnej pracy, stworzył ciekawy i wartościowy repertuar, dał szereg przedstawień o bezspornych wartościach, uznanych nie tylko nad Wisłą, umieścił warszawski Teatr na muzycznej mapie Europy. I to wszystko w czasach powiększającego się z każdym rokiem zamętu politycznego i gospodarczego.” Na pewno jednak, podobnie jak w partyzantce, nikogo nie wykańczał i był człowiekiem uczciwym. W styczniu 1991 roku odszedł bez słowa z Teatru Wielkiego na żądanie Rady Zakładowej Solidarności. Jako dyrygent pracował do końca życia, głównie na Dolnym Śląsku.

OjciecSyn
50. rocznica Września`39. Uroczysty koncert w Teatrze Wielkim transmitowany przez europejskie telewizje. Dyrygował Leonard Bernstein, który tylko ten jeden raz był w Polsce. Satanowski wraz ze swoją orkiestrą wykonali wtedy Jeszcze Polska nie zginęła… Tak nazywał się też jego oddział partyzancki… Niżej: Ojciec i syn. Fot. Z. Multarzyński

Zofia Drożdż-Satanowska po wojnie nadal była bardzo aktywna. Pisała książki i kierowała redakcjami kulturalnymi wielu pism. To była bardzo energiczna kobieta. W wywiadzie dla Polityki znany dziennikarz i znawca muzyki Bogusław Kaczyński wspominał: w Dzienniku Ludowym, w pierwszej gazecie, w której pracowałem, był dział kultury kierowany przez Zofię Dróżdż-Satanowską. To była matka chrzestna mojej pracy dziennikarskiej! W redakcji nazywano ją Rasputin w spódnicy. W czasie wojny założyła partyzantkę na Wołyniu. To jedna z najpiękniejszych postaci, jakie w życiu spotkałem. Kobieta bohater: duża, ładna, czarnowłosa. Była potęgą. Znana, honorowana, odznaczana. W 1968 roku, po słynnym przemówieniu Gomułki, w kilka osób z działu kultury zebraliśmy się wokół Satanowskiej w naszym pokoju. Zza biurka na cały korytarz krzyczała: „Dajcie mi kamień!”. Była wściekła, bo tworzyła tę redakcję i protestowała, gdy wszyscy polecieli do naczelnego na zebranie pod hasłem: „Łapać Żydów”. A moją starszą koleżanką w gazecie była Halina Przedborska, o żydowskim pochodzeniu… Satanowska pojechała do Gomułki, którego znała osobiście i rzuciła mu legitymację partyjną. A Moczarowi legitymację ZBoWiD-u...
W 1947 roku państwu Satanowskim urodził się syn, Jerzy. O nim w następnym felietonie.

Wojciech Nowakowski Wikipedia
refleksyczasu@aol.com
Tel. +48 690657821