Walc nr 1 (dla mnie)

Jestem starannie wykształconym, choć niepraktykującym elektronikiem-akustykiem, również w dziedzinie nagrań muzycznych. Co więcej egzamin magisterski na Politechnice Warszawskiej zdawałem u profesora Ignacego Maleckiego (1912–2004), najwybitniejszego polskiego akustyka. Był to zresztą dla mnie zaskakujący egzamin, ale zdałem go na 5. Sam ponadto gram na gitarze (akordami jedynie) do czego mnie przyuczył był nieżyjący już mój szkolny kolega Piotrek, znany gitarzysta. Przez wiele lat byłem nawet gitarzystą rajdowym i okolicznościowo-sylwestrowym.
Przy tym wszystkim mam bardzo niewielką pamięć muzyczną! Nie tylko zresztą muzyczną. Cytowanie czegokolwiek z pamięci było zawsze dla mnie zadaniem trudnym. Wolałem też rozumieć niż cokolwiek pamiętać.
Ten typ umysłowości, w którym pamięć ma mniejsze znaczenie niż rozumowanie, nie jest dobry dla chętnego nawet, ale początkującego melomana. Z braku pamięci, zwłaszcza słuchowej, będzie on zawsze początkujący. Za to dzięki niepamięci typ ten ma więcej niż inni przeżyć koncertowych. Ja na przykład, zawsze kiedy słucham II Symfonii Beethovena mam nieodparte wrażenie, że słyszę ją po raz pierwszy w życiu.
Niewiele jest utworów muzycznych, które pamiętam z brzmienia i nazwy jednocześnie. To na pewno V-ta i X-ta symfonie wspomnianego Beethovena, po jednym Czajkowskiego (oczywiście Koncert fortepianowy Nr. 1 b-moll), Mozarta (Eine kleine Nachtmusik), Griega (Piano Concerto in A minor), Schuberta (Serenada), Schumanna (Marzenie), Brahmsa (Taniec węgierski nr 5), Dworzaka (Symfonia Nr 9, z Nowego Świata), Verdiego (Nabucco, Chór Niewolników), Bizeta (Les Toreadors), Chaczaturiana (Taniec z szablami). Pamiętam też Mendelssohna (od ślubu), oraz sylwestrowy marsz feldmarszałka Radetzkiego kompozycji Straussa starszego oraz menuet Boccheriniego (ale w wersji Młynarskiego). I może jeszcze ze dwadzieścia innych utworów.
Najbardziej jednak z całej znanej mi muzyki lubię dwa walce – Walc nr 2 Szostakowicza i Walc cis-moll Chopina. Ten pierwszy był dla mnie późnym odkryciem, ten drugi znałem właściwie od dziecka.

ChopinUczennicaRekopis
Fryderyk Chopin w 1847 roku. W środku baronowa Charlotte de Rothschild. Miała wtedy 22 lata. Po prawej rękopis Walca cis-moll. Żródło: Wikimedia Commons

Charlotte de Rothschild (1825–1899),  entuzjastka, a później mecenas sztuk była Jedną z uczennic Chopina (1809-1849). Pochodziła ze znanej neapolitańskiej rodziny bankierskiej. Od 16-tego roku życia brała lekcje muzyki u Chopina, który zresztą często bywał i grywał w luksusowym, paryskim salonie Rothschildów. W 1843 r. Charlotte z okazji swojego ślubu z Nathanielem de Rothschild otrzymała od swego nauczyciela muzyki dedykowaną jej Balladę f-moll op. 52.
Charlotte utrzymywała także kontakty artystyczne nie tylko z Chopinem, ale tez z wieloma postaciami współczesnego jej świata, w tym z Rossinim, Balzakiem, Delacroix czy Heinem. Chopin bardzo ja lubił. Trzy lata później, na dwa przed swoją śmiercią, zadedykował Charlottcie również Walca cis-moll op. 64 nr 2, tytułując ją w dedykacji Madame la Baronne Nathaniel de Rothschild. Tego właśnie walca.
Walc cis-moll Chopina zawsze robi na mnie wielkie wrażenie – i tyle w zasadzie wiem o tym utworze. Inni potrafią powiedzieć znacznie więcej, ale czy wiedzą więcej? Oto opis specjalistyczny:
Walc ma kształt trzyczęściowej choreicznej miniatury, jest tańcem z triem. Niezapomniany temat inicjalny niesie w sobie dźwięczność, słodycz, melancholię. Małą antologię zestawić by można z określeń, jakimi starano się oddać jego nieuchwytną aurę. Jamesa Hunekera poniosła chyba egzaltacja: usłyszał w tej kantylenie aż „ból liryczny doprowadzony do szału”. Melodii tria kazał Chopin zabrzmieć nieco wolniej i w tonacji Des-dur, jak to nieraz lubił robić, zmieniając ton i barwę poprzez tzw. przemianę enharmoniczną. Szczyt kondensacji: wzlot cichego uniesienia dokonany zostaje na przestrzeni parunastu zaledwie taktów. Prostotę formy wzbogacił Chopin w sposób dotąd nie stosowany: po zabrzmieniu każdego z tematów, obu – co do swego charakteru – lirycznych i kantabilnych, puścił w ruch zwiewne i eteryczne moto perpetuo ritornelu…
Teraz więc wiem już wszystko. W Bibliothèque Nationale de France znalazłem jeszcze ślad oryginału dzieła. Tylko tego, pokazanego wyżej nutowego oryginału twórcą jest Chopin. Cała reszta to tylko informacje „co się komu wydaje”.
Może więc lepiej tylko posłuchać. Zamieszczam tu dwa, szczególne dla mnie wykonania tego chopinowskiego arcydzieła (żródło: Wikimedia Commons). Są fascynujące. Nikt na świecie nie zagra tak tego utworu jak Rafał Blechacz (1985) z Nakła n/Notecią, nasz zwycięzca XV Konkursu Szopenowskiego 2005. Ale też nikt nie zrobi na słuchaczu takiego wrażenia muzyczno-wizualnego jak dwa lata młodsza od Blechacza Yuja Wang. Z Pekinu, ale już obywatelka Świata.

Blechacz Wang

Problem jednak w tym, że pianiści powoli stają się niepotrzebni! I to nie dlatego, że ich nagrania są powszechne i wszechobecne. Dlatego natomiast, że fortepiany stają się automatyczne i grają bez pianisty. Nie maja nawet stołka dla pianisty czyli tzw. ławy i… grają. Klawisze naciskają same we właściwych miejscach i czasie!

AutoPiano

Jeszcze 10 lat temu była to nowość. W takie fortepiany wyposażano lobby drogich hoteli czy statków wycieczkowych. Były to fortepiany drogich i znanych firm. Można było przy nich posadzić swego, czy też zamawianego pianistę, nawet wirtuoza. Gdy koncert się kończył, włączano automat. Takie cudo mogło mieć w pamięci  kilka tysięcy utworów.
Wydawałoby się, że dziś rynek fortepianów jest niewielki. A jest na odwrót. Oferta fortepianów i pianin jest tak wielka, że po wpisaniu w Google hasła fortepiany –>grafika otrzymuje się kilka tysięcy propozycji w cenie od 400 do 400000 zł. Wirtuozerskich i do nauki, automatycznych i zwykłych, strunowych i cyfrowych. To bardzo bogaty i żyjący rynek!
Nie tak dawno, ale jeszcze w niecoronavirusowych czasach, na rejsach cruiserowych, w tak zwanym patio czyli dziennym holu wypoczynkowym grali na żywo popołudniami specjalnie zakontraktowani rejsowi młodzi pianiści. Będąc kiedyś na takim urlopowym rejsie przechodziłem obok młodziutkiej artystki, chyba studentki, która właśnie kończyła swoje granie obowiązkowe (pół godziny co godzinę). Podszedłem do niej i krótko poprosiłem o mój ulubiony utwór mówiąc tylko walc cis-moll? Pogrzebała chwilę w swoich nutach i zagrała. Znakomicie!
Dziś po prostu utwór do wykonania na takim fortepianie wybierałoby się, tam na miejscu, smartfonem. Nowocześnie…

Wojciech Nowakowski Wikipedia
refleksyczasu@aol.com
Tel. +48 690657821/