Zalewajka

Na przełomie lat 40-tych i 50-tych było w domu biednie. Rodzice byli zajęci budową skromnego domu i z trudem utrzymywali trójkę dzieci. Mama odwoziła mnie więc chętnie pociągiem do babci, mieszkającej w Pabianicach pod Łodzią. Siedziałem tam tygodniami. Tylko mnie, bo starszy brat nie mógł opuszczać szkoły, a siostra była 2-letnim maluchem. U babci też zresztą było biednie.
Tam jednak poznałem największą i najtrwalszą miłość mojego życia. Zalewajkę. W okolicach Łodzi, zwłaszcza wtedy, była to jedna z potraw, dzięki której można było przeżyć w trudnych czasach. Prostsza niż żurek i kartoflanka, a smakowo i zdrowotnie – rewelacyjna. Ma wszystko, co nauka żąda: węglowodany, tłuszcze, białko i witaminy.

Zalewajka
Zalewajka – ulubiona zupa. Dziś już nie jej nie gotuję i nie jem, bo kwas mlekowy truje w okresie trzeciej już młodości

Zalewajek jest wiele, w przepisach książkowych i internecie. Ale takiej, skromnej i rewelacyjnej w smaku nie ma. Sam często gotowałem ją sobie przez lata. Cała jej tajemnica tkwi w proporcjach prymitywnych w gruncie rzeczy składników i – samym gotowaniu. Potrzeba jedynie parę kartofli pokrajanych w średnią kostkę, biały barszcz żytni o konsystencji śmietany, sól i nieco cebuli pokrajanej drobno i przysmażonej do złocistego koloru na smalcu ze skwarkami. Koniec!
Ale nikomu jeszcze z moich znajomych nie udało się ugotować dobrej zalewajki. Nawet mnie czasami to nie wychodziło. Problem chyba sam się już rozwiązał, bo kwas mlekowy zaczął mi już szkodzić, i to piorunująco.

Z ostatniej chwili (lipiec 2021). Przyszło mi do głowy, żeby spróbować zrobić zalewajkę używając kwasu octowego zamiast mlekowego, gdyż, o dziwo, ten pierwszy mi nie szkodzi, a ogórki konserwowe lubię i jem bez problemów. Zrobiłem eksperymentalny zakwas z łyżki mąki pszennej odrobiny octu, a cebulkę zarumieniłem na odrobinie masła. Ku mojemu zdumieniu, zalewajka wyszła znakomicie! Nieco inna niż ta dawniejsza, ale się je i nie szkodzi!

Wojciech Nowakowski Wikipedia
refleksyczasu@aol.com
Tel. +48 690657821